Wywiad z prof. Ewą Lesser - Wydział Sztuk Pięknych i Projektowych WSIU

Dodano dnia: 21 czerwca 2017

Ewa Lesser dr hab. nauk plastycznych, absolwentka Wydziału Grafiki i Malarstwa Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych im. W. Strzemińskiego w Łodzi. Uczennica prof. Leszka Rózgi z Pracowni Grafiki oraz prof. Ireneusza Pierzgalskiego z Pracowni Fotografii, u których obroniła dyplom w 1980 roku. W kręgu jej zainteresowań naukowych znajdują się grafika warsztatowa, rysunek i malarstwo.

PR: Pani Profesor, wróćmy na chwilę do czasów licealnych, jak Pani wspomina szkołę średnią, maturę?

EL: Czasy licealne, to czasy młodości – z tego punktu widzenia, z perspektywy lat, te czasy wspomina się z sentymentem. Ale szkoły nigdy nie lubiłam. Jako osoba bardzo nieśmiała, wszystko mnie przerażało, a szkoła nie była „przyjazna uczniowi”, jak to jest obecnie (przynajmniej w teorii). W liceum miałam w większości „wiekowych” nauczycieli, którzy nie zawsze „dawali sobie radę” z nastolatkami, chociaż nauczyciela języka polskiego wspominam bardzo dobrze – wysokiej klasy człowiek i nauczyciel, który nie tylko dobrze znał swój przedmiot, nie tylko dobrze uczył, ale też wychowywał; budził szacunek. Miał tylko jeden mankament – głos miał dość monotonny i choćbym była nie wiem jak zainteresowana tym, co mówił, to i tak „oczy mi się zamykały”. Maturę zdawałam w nowej szkole (rodzice przeprowadzili się do innego miasta w ostatnim semestrze przed maturą). Gdy nie zna się nauczycieli, nie zna się ich wymagań, zawsze jest trudniej. To był dla mnie duży stres. Ale zdałam nie najgorzej.

PR: Po szkole średniej nadszedł czas studiów, studiów artystycznych, ukierunkowania młodego człowieka, jak ten okres zapisał się w Pani pamięci?

EL: Lata studiów, to najlepsze lata edukacji. Studiowałam w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Łodzi (obecnie Akademia Sztuk Pięknych im. Wł. Strzemińskiego). Nie zapomnę pierwszego roku studiów i uniesienia, z jakim się pracowało na rysunku czy malarstwie, kiedy wszyscy robili to samo (zostało mi w pamięci „szuranie ołówków po papierze) – cała pracownia dopingowała do pracy. Zapach pracowni: farb olejnych, terpentyny – to zapach miłych wspomnień. Mimo ustalonych zadań, ćwiczeń do wykonania, czasem przedmiotów, które wydawały się nonsensowne na tych studiach (matematyka), to jednak czuło się „wolność” – człowiek robił to, co lubił, na co miał rzeczywiście ochotę. Chociaż nie wszystko było idealne: był to czas, kiedy nauczyciele akademiccy (oczywiście nie wszyscy) postrzegali w studentach konkurencję; już na wyższych rocznikach studenci przekazywali sobie nawzajem informacje dotyczące różnych zagadnień technologicznych (miało to też dobre strony – byliśmy bardziej zintegrowani).

PR: Pani Profesor, skąd pomysł na studia plastyczne?

EL: Zawsze lubiłam rysować i chyba od początku liceum wiedziałam, że grafika to jest to, co chciałabym robić w życiu.

PR: A jak rozpoczęła się Pani przygoda z Wyższą Szkołą Informatyki i Umiejętności?

EL: Wiele lat pracowałam w Uniwersytecie Łódzkim w Katedrze Pedagogiki Przedszkolnej i Wczesnoszkolnej prowadząc zajęcia z plastyki z metodyką. Po przejściu na wcześniejszą emeryturę i paru latach „odpoczynku” poczułam chęć do pracy… i tak się złożyło, że o moim poszukiwaniu pracy dowiedział się Dziekan Wydziału Sztuk Pięknych i Projektowych –  i zaproponował mi pracę – oczywiście ją przyjęłam.

PR: Prowadzi Pani zajęcia dla studentów stacjonarnych, jak i niestacjonarnych na uczelni niepublicznej, a jaki rodzaj studiów Pani zdaniem jest najlepszy ?

EL: Szkoły publiczne obecnie mają większą renomę niż niepubliczne i polityka państwa zmierza w kierunku umocnienia tego stanu. Jednakże nasza Uczelnia posiada renomę jeśli chodzi o grafikę komputerową i wszystko, co się z tym pojęciem kojarzy. O poziomie tego kierunku może świadczyć z jednej strony to, iż zatrudnieni są nauczyciele akademiccy, którzy uczyli (bądź uczą nadal) w ASP, z drugiej zaś osiągnięcia naszych studentów (Igor Derbis i Maciej Łaszkiewicz – I nagroda w konkursie na grę komputerową).

PR: Pani Profesor, jakie możliwości daje nasza Uczelnia, dlaczego warto ją wybrać?

EL: Nasza uczelnia daje dużo możliwości samorealizacji – student jest wszechstronnie przygotowany do wybranego zawodu, a jednocześnie specjalizacja (którą sobie wybierze), daje możliwość dogłębnego poznania zagadnień z nią związanych (przeciwnie niż za moich czasów).

PR: A jaki kierunek na naszej uczelni Pani poleca i dlaczego?

EL: Ten wybór zawsze należy do zainteresowanego. Strona internetowa WSIU jest tak przygotowana, że kandydaci na studia mogą poczytać o kierunkach studiów i wybrać ten, który jest im najbliższy. Poza tym nikt nie powiedział, że człowiek jest „przywiązany” do tego, co wybrał na początku. Poszukiwanie jest rzeczą ludzką – zawsze można zmienić zdanie.

PR: Praca ze studentami to Pani pasja, co jest najciekawszego w takiej pracy?

EL: To, że kontakt z młodzieżą odmładza, jest truizmem, więc nie będę tego powtarzać. Ale ponieważ kiedyś już powiedziałam, że kocham ludzi, to tę młodzież również. Ponieważ nie mam własnych dzieci, to moi studenci są jakby „moimi dziećmi”. Staram się przekazać im wszystko, co sama wiem, jednocześnie nie narzucając swojego punktu widzenia. W twórczości jest to bardzo ważne. Jeśli ktoś wie, czego chce, potrafi to uzasadnić – nie widzę przeszkód, żeby realizował swoje zamysły – mogę tylko wspomagać.

PR: Czego chciałaby Pani życzyć tegorocznym maturzystom, jakiej rady udzielić?

EL: Spojrzeć w głąb siebie, zastanowić się, „co mnie najbardziej interesuje w życiu” i, jak to się mówi, „pójść za głosem serca”, nie oglądając się na mody, namowy koleżanek i kolegów, nie wybierać kierunku studiów „wybranych” przez rodziców (to zwykle nie kończy się dobrze). W dzisiejszym świecie istnieje tendencja do studiowania kilku kierunków studiów jednocześnie. Uważam, że nie jest to dobre założenie. Czasami oczywiście trzeba „spróbować”, żeby się przekonać, czy rzeczywiście to jest „ten wymarzony”, ale człowiek to nie ośmiornica – nie da się chwycić kilku „srok za ogon”, nie tracąc czegoś „w zamian”.

Przydatne linki