Bilet w cenie 4 złotych, męskie akademiki i praca Dziekana - rozmowa z dr Haliną Klepacz

Dodano dnia: 19 maja 2017

Uczelnia to ludzie, studenci, wykładowcy, pracownicy, każdy kto buduje jej siłę i prestiż. Kadra nauczycielska to wisienka na torcie każdej szkoły, bez niej nie moglibyśmy funkcjonować i się rozwijać. Dziś przybliżymy sylwetkę jednego z naszych wieloletnich wykładowców - dr Halinę Klepacz. Każdy kto miał okazję poznać Panią dr wie, że jest to silna kobieta, która mierzy się z każdym zadaniem i oddaje się swojej pracy w 100 procentach, a może nawet więcej. Nie wspominając już o charakterystycznych godzinach wyznaczanych dyżurów. Kto studiował na WSIU ten wie, o czym piszemy. Poprosiliśmy Panią Dziekan, aby opowiedziała nam o swoich latach młodości, czasach studenckich oraz o naszej uczelni.

PR: Pani Dziekan, jak  Pani wspomina swoją maturę i czasy licealne?

HK: Z sentymentem, uczęszczałam do Liceum Ogólnokształcącego w małym miasteczku. Budynek szkoły powstał w ramach programu oświatowego realizowanego w czasie jubileuszu Tysiąclecia Państwa Polskiego jako forma uczczenia tego jubileuszu, więc baza dydaktyczna była bardzo nowoczesna jak na ówczesne czasy. Także nauczyciele byli z dyplomami uczelni wyższych (UJ, UŁ, WSP), co wówczas nie było regułą. Obowiązywały czarne  fartuszki  z białym kołnierzykiem i tarczą na rękawie, zaś przy okryciu cieplejszym beret i także tarcza na rękawie. Najbarwniejszą postacią  była nauczycielka francuskiego arystokratka z pochodzenia i wdowa po lotniku. Niekiedy udało się klasie namówić ją na wspominki z czasów młodości i z pobytów w Paryżu. Historii uczył były akowiec, który nigdy nie wspominał o czasach swojego udziału w walkach jako partyzant

PR: A lata studiów, jakie wspomnienia Pani towarzyszą?

HK: To były najpiękniejsze lata życia – człowiek już dorosły, ale jeszcze nie mający obowiązków zawodowych. Studia na moim roku na matematyce rozpoczęło około 220 osób a na drugi rok zakwalifikowało się nieco ponad 70 – dyscyplina studiów była ogromna.  Studiowałam na elitarnej specjalności matematyka teoretyczna na UŁ, której 11 studentów miało zajęcia podzielone na dwie grupy seminaryjne. To był czas intensywnej nauki, większość z absolwentów podjęła prace na uczelni, oraz także uczestnictwa w zajęciach kulturalnych: przedstawienia premierowe we wszystkich łódzkich teatrach, nowości filmowe  w 32 łódzkich  kinach. Ulubionym kinem studenckim było nieistniejące dziś Kino Studio na Osiedlu Akademickim, przy ul. Lumumby, w którym wyświetlano niszowe filmy, pamiętam, że bilet był w cenie 4 zł. W wakacje wyjazdy zagraniczne ze Studenckim Biurem Podróży Almatur.

Najciekawszych wspomnień jest długa lista, wśród których najbardziej mi utkwiły  cotygodniowe spotkania integracyjne naszej nielicznej grupy w męskim akademiku. Akademiki były podzielone ze względu na pleć, a wizyty płci przeciwnej odbywały się dwa razy w tygodniu w określone dni i w określonych godzinach za pozostawieniem legitymacji studenckiej na portierni.

PR: Czy wybór kierunku studiów od samego początku był oczywisty, czy może był to pewnego rodzaju przypadek?

HK: To nie był taki jednoznaczny wybór: zostałam przyjęta na kierunek Ekonomika przemysłu w Krakowie i na matematykę na UŁ. Wybór tego drugiego kierunku był podyktowany przekorą „na złość, Panu od polskiego” z liceum  - długo by opowiadać. Do dziś pamiętam Jego uwagi, które zawsze sobie przypominam czytając artykuły w prasie – nie wolno zmieniać czasu przeszłego, w którym rozpoczęło się tekst na teraźniejszy w tracie jego pisania- czas musi być taki sam w całym tekście.

PR: Rozpoczęła Pani pracę w Łodzi, a jak trafiła Pani do naszej uczelni?

HK: Koleżanka z UŁ,  pracująca także w Wyższej Szkole Informatyki  zaproponowała mi zajęcia z przedmiotu ekonometria na kierunku Ekonomia w WSInf. Szkoła cieszyła się „na mieście” bardzo dobra opinią, więc podjęłam w niej pracę.

PR: Pani Dziekan, jaki rodzaj studiów poleciłaby Pani przyszłym studentom – studia dzienne, a może zaoczne? I co też ciekawe na uczelni publicznej, czy prywatnej?

HK: W dzisiejszych czasach dla osób pracujących zapewne korzystniejsze są studia niestacjonarne, bo:   zdobywa się  staż pracy, nabywa się praktyki zawodowej  a zakres wiedzy musi być taki sam, jak na studiach stacjonarnych,  i wreszcie ma się dochody. Dostępność wszelkich materiałów jest znakomita.

Uczelnia publiczna, czy niepubliczna? To bardzo trudne pytanie i nie da się sformułować jednoznacznej odpowiedzi To prawie, jak z wyborem służby zdrowia: publiczna czy prywatna? Studia niestacjonarne są płatne w obu typach szkół, więc pytanie odnieść trzeba by było do studiów stacjonarnych: bezpłatnych na uczelniach publicznych i płatnych w niepublicznych, bo kadra w obu była na ogół ta sama.  Zatem szczególnym kryterium wyboru szkoły do studiowania w trybie stacjonarnym, tryb niestacjonarny wybierany jest z reguły taki, który pozwala zdobyć, pogłębić, wiedzę związaną z wykonywaną pracą zawodową, powinna być jej oferta tak interesujących kierunków, żeby bez trudu można było po jej ukończeniu podjąć pracę i to dobrze wynagradzaną. A nasza szkoła ma takie kierunki, choćby Informatyka, nie na wspominając o Fizjoterapii, która w Łodzi – mieście ludzi starych jest niezbędna.

PR: A dlaczego warto wybrać nasza uczelnię?

HK: Poza wymienionymi już referencjami Wyższej Szkoły Informatyki i Umiejętności (świetni, profesjonalni wykładowcy, często także prowadzący własną działalność biznesową), na szczególne podkreślenie zasługuje współpraca  naszej szkoły ze znanymi na łódzkim rynku pracy firmami, które wymienione są na głównej stronie szkoły, z ich udziałem organizowane są w szkole Dni IT i ID i wiele innych szkoleń dla studentów oraz  Akademicki Inkubator Przedsiębiorczości, który reklamuje się, jako  „miejsce spełnienia marzeń młodych przedsiębiorców o prowadzeniu biznesu”.

PR: To, że warto już wiemy, a jaki kierunek by Pani poleciła, zwróciła na niego uwagę tegorocznym maturzystom?

HK: Wymieniłam już:  Informatykę, bo łatwo po jej ukończeniu, zdobyć dobrze płatną pracę,  Fizjoterapię,  gdyż jej absolwenci pomagają walczyć z różnymi dolegliwościami narządów ruchu,  które dotykają coraz młodszych ludzi. A także wszechobecne dziś Zarządzanie, po którym także bardzo łatwo podjąć  pracę w bardzo różnych i licznych sektorach gospodarki i może też Kosmetologię, pozwalającą na „bycie pięknym i młodym” (śmiech),  jeśli nie na zawsze, to przez długi okres dojrzałości,.

PR: Co daje Pani praca ze studentami?

HK: Przede wszystkim młodość i napływ „nowej  krwi”, cokolwiek by to nie oznaczało. Stanowi znakomite antidotum na: skostnienie, zamykanie się w kręgu osób z własnego pokolenia itp., jednym słowem nie pozwala stetryczeć. Rozpiętość wieku między mną a każdym kolejnym rocznikiem studentów jest coraz większa, więc trzeba ją wszystkimi możliwymi sposobami niwelować, poznać „nowomowę”, nowinki techniczne, modne sztuki i książki.

PR: Jak byłaby Pani rada dla tegorocznych maturzystów, wkrótce studentów?

HK: Z mojego doświadczenia  zachęcałabym do solidnego przygotowania się do egzaminów, przede wszystkim z tak nielubianej matematyki, która niestety wymaga systematyczności i samodyscypliny. Wbrew powszechnej opinii, matematyka nie jest przedmiotem trudnym ale wymaga: nabycia umiejętności specyficznego kojarzenia faktów, „rozumnego” uczenia się, rozwiązywania zadań nie da się nauczyć „na pamięć”. I treningu, tu jak rzadko gdzie indziej, poza sportem wyczynowym, ma przełożenie slogan  - „trening czyni mistrza”.

Pani dr Halina Klepacz jest wieloletnim pracownikiem Wyższej Szkoły Informatyki i Umiejętności oraz pełni funkcję Dziekana Wydziału Informatyki i Zarządzania WSIU. Drzwi gabinetu Pani Dziekan zawsze stoją otworem dla studentów, którzy mogą liczyć na jej pomoc w rozwiązaniu problemów. Silna, stanowcza oraz opiekuńcza dla swoich studentów, od których jak sama mówi, również dużo się uczy.

 

 

Przydatne linki